Ciąg myślowy

listopad 10, 2007 at 9:23 pm (Kategoria muzyki)

Zegarek – 23:15. Zamrugał wyostrzając obraz swoich – wątpliwej jakości – oczu. Dwadzieścia sześć, siedem, osiem sekund. Nieomal niezrozumiałe. Nie, dosadniej, w ogóle niezrozumiałe. Sfrustrowane mrugnięcie raz jeszcze. Czyżby jakiś zabłąkany paproszek w nieskończonej przestrzeni musiał właśnie znaleźć drogę właśnie do tego oka?! Udaje, że czuje pełen komfort. Obraz się zamazuje by po chwili wyostrzyć się ponownie. Matko, toż to prawie północ – bez kontekstu ni związku. Tymczasem paproszek z determinacją nie zaprzestaje swoich obrzydliwie złośliwych działań. Wola pokonana, oko daje za wygraną, facet z poczuciem nieopisanej porażki (a jednocześnie głębokiej nadziei) podnosi rękę do twarzy (eksponując pająkom grasującym na ścianie swoje obgryzione paznokcie). Gorliwe tarcie dłonią oka pozostawia paproszek bez najmniejszych szans. Nagła myśl trafia go niemal zupełnie pozbawiając przytomności. Wzrok na ułamek sekundy mętnieje, a ów młodzian tonie w niezliczonych tysiącach procesów myślowych – ot, jakby wrzucił do jeziora (Morskiego Oka na ten przykład) sztuczną szczękę (syntetyczną). O ile jednak szczęka nie wykazuje chęci by wrócić na powierzchnię Morskiego Oka (i perfidnie [dla nurków oczyszczających zbiornik] osiada na samym dnie), o tyle świadomość młodziana niemal natychmiast wraca do rzeczywistości, najwyraźniej mocno wyczerpana. Może pragnie zaczerpnąć tchu przed następnym nurkowaniem w oceanie abstrakcji? Tak czy inaczej błyskotliwa refleksja jaśnieje w chwale, młodzian czuje się ponownie częścią świata realnego, zapominając przy tym o zdradliwości paproszków. A pokłosie szczwanego umysłu młodziana przebrzmiewa w przestrzeni myślowej: “Kurde, leci Iron Maiden.” Młodzian słucha (albo udaje) przez króciutką chwilę póki jego uwagi nie przykuwa inny, pełen niezgłębionego żalu dźwięk. Oto za oknem miauczą i popiskują DWA koty. O ile jednak inteligentne spojrzenie nie jest w stanie pokonać ciemności pozaokiennej, o tyle tony ajronów nie napotykając najmniejszego oporu spokojnie i niemal niepostrzeżenie pokonują tą niewielką przestrzeń z jednego otworu usznego do drugiego. O matko, prawie dwunasta – bez związku ni kontekstu. Wyraźnie oczekuje na coś, na coś ważnego. Zdaje się przygotowywać kolejną, równie wyśmienitą myśl. Zegarek – 23:22. Jeden z dziesięciu paznokci, które posiada w (relatywnie) górnych partiach ciała przyciąga jego wzrok niczym pogrzeb starsze panie. Paznokieć jest… intrygujący. To mikrokosmos, dom całych społeczności bakterii. Marszczy powoli brwi jak gdyby ciężka i uciążliwa rzecz w ogromnym mozole wtłaczana była gdzieś między bure komórki faceta. Na jego twarzy maluje się teraz monumentalne skupienie. Tymczasem ajroni kończą swoją popisówę i zapada (prawie) głucha cisza (nie licząc DWÓCH miauczących kotów, brzęczącej w sieci jednego z pająków muchy oraz nierównego bicia organów młodziana). Skupienie przeobraża się. Bez pośpiechu i z pewnym szacunkiem dla konstruktywności i potęgi siły twórczej czasu. Proces zmian trwa i trwa, mija 23:23 i szesnaście, siedemnaście, osiemnaście sekund. Młodzian unosi wzrok na monitor ojca swej ekspresji, w jego oczach odbija się tryumf tak jakby patrzył w oczy swego największego rywala po tym jak okazał się mieć racje. Otwiera i niemal natychmiast zamyka usta, nareszcie wygłaszając swą opinię. W ciszy pokoju przebrzmiewa jedno słowo. “Pitolenie.” Koty milkną.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz