Zdanie
Kiedyś, dawno temu chciałem mieć karygodne zdanie. Antymoda narzucała lekceważący indywidualizm. Czemu jej uległem? Przecież nie ma nic bardziej odrażającego nad społeczny przymus, presje nakazującą wyłamanie się z gombrowiczowskiej formy przy pomocy negacji i buntu dla buntu miast dla ideału (czyli jedynego dopuszczalnego sposobu walki mięsem). Presja ta u samych podstaw jest zepsuta z powodu swojego destruktywnego ciężaru, nawet jeśli służy szlachetnej idei deptania szarych szeregów ludzkich (czy też: mrowia niegodziwych wrogów mych miałkich?). Uległość wobec mody jest tym samym co uległość wobec antymody, słabością woli i symptomem nademocjonalnym, a przez to zupełnie niepotrzebnym. Pewna skandaliczność i karygodność (będące składnikami odmienności i indywidualizmu) na fundamencie „bycia odmiennym za wszelką cenę” dewaluują wartość tychże wkładając je w ramy powszechności – z powodu powszechnego głodu bycia odmiennym-lepszym chęć bycia odmiennym jest de facto czynem sprawiającym, że jest się nieodróżnialnym. Inność powinna być budowana na pobudkach niejawnie ku niej dążących tak samo jak głupota: głupcy zwykle nie zostają nimi tylko dlatego, że chcą, a wręcz jest nie do pomyślenia by głupiec z pełną świadomością dążył ku głupocie. Tożsamo indywidualista: czyni inaczej ponad pragnieniem odmienności, robi tak bo to jest w jego naturze.
Hej, czemu jej uległem?
Bellatrix powiedział
grudzień 8, 2008 @ 9:19 pm
Problem właśnie na tym polega, że nikt nigdy nie będzie stuprocentowym indywidualistą czy buntownikiem, Bo raz, że moda wyznacza antymodę, a sama antymoda rychło może się stać modą; a dwa, że człowiek ma to do siebie, że jako umysł chłonny i wiecznie zmienny zawsze jest pod wpływem otoczenia, czy tego chce, czy nie. Jedynym sposobem na indywidualizm jest całkowite odosobnienie. Chyba.
Do tego, wszyscy jesteśmy tacy sami.
Pozdrawiam.
Damian powiedział
grudzień 12, 2008 @ 6:26 pm
Moda i antymoda? Nie podoba mi się ta binarność. Rozpisywanie świata na takie podwójne opozycje jest… nie wiem, nijak się do świata nie odnosi.
>Jedynym sposobem na indywidualizm jest całkowite odosobnienie. Chyba.
Do tego, wszyscy jesteśmy tacy sami.
Nie chodzi o odosobnienie, ale natchnienie. Pomyślałem tak ostatnio, że geniusz musi być bezwiedny, w jakimś sensie pozbawiony autorefleksji. Co kłóci mi się z innym wyobrażeniem, że osoba (hiper)inteligenta powinna (powinna?) być świadoma siebie samej w sposób skrajny (kłóci?). Jak, będąc ekscentrycznym dziwakiem, rozpoznać, czy jest się tylko ekscentrycznym dziwakiem czy już może geniuszem. Młody Joyce mówiący szacownemu George’owi Shaw, że szkoda że pan taki stary i niczego pana nie nauczę. Usprawiedliwieniem jest (od paru lat wiemy) geniusz Jamesa, tylko właśnie, czy James to rozważał? Powiedział, gdyż powiedział, proste. Obraz Amadeusza z “Amadeusza” weźmy : wątpię, by jakkolwiek analizował swe ekscesy. Wiedział że był najlepszy, po prostu wiedział.
er. powiedział
styczeń 13, 2009 @ 11:35 pm
żyłem w przekonaniu, że wpadłeś na to wcześniej.
nie szkoda czasu na tak durne dywagacje?
eternaldelight powiedział
styczeń 14, 2009 @ 12:05 pm
Wyjaśnij głupotę tych dywagacji (swoją drogą – wiesz chociaż co to znaczy?), czy mam po prostu sparafrazować Twoje pytanie: nie szkoda czasu na tak durne pytania? A może powiesz mi chociaż na co nie szkoda czasu?
Kimkolwiek byś nie był.
Damian – to jak dobro i zło, porządek i chaos, dusza i ciało etc. Mnie też się to nie podoba, ale nie da się tego uniknąć.
W gruncie rzeczy w dalszej części posta się ze mną zgodziłeś: bezwiedność, czyli naturalne, niewystudiowane dążenie do, czyli racja. Tak mi się wydaje przynajmniej. A to osobliwe, bo ostatnio twierdziłeś, że mam o indywidualizmie dziwne wyobrażenie.