Egzystencjalny niepokój (zainspirowane)
Niepokój wprowadza dyskomfort i dokucza samą swoją niepożądaną obecnością. Egzystencjalny niepokój zaś to uczucie znane z pewnością nie każdemu. To niepewność istnienia, wewnętrzne zwątpienie w siłę własnego żywota. Kiedy strach przenika najciemniejsze zakamarki umysłu każąc zastanowić się nad jakością bytowania. Kiedy niemal wszystkie potrzeby duszy (tudzież psyche) odchodzą w zapomnienie pozostawiając tylko nieokreślone poczucie osamotnienia. Moc drzemiąca w ciele zasypia lub nawet zanika, jak po ciężkim wysiłku fizycznym. Wstręt do otaczającej rzeczywistości nabrzmiewa i puchnie jak wrzód, toczy umysł i ciało jak ciężka choroba. Wszystko co ważne przestaje mieć jakąkolwiek wartość, perspektywa przeobraża się nabierając monochromatyzmu, popędy parują i osiadają gdzieś poza świadomością, poza postaciowością – potem wszystko zastyga. Bodźce tracą swoją wcześniejszą formę, przekształcają się w efemerydy rozwiewające się w niebycie niemal natychmiast. Uwaga skupia się na nieokreślonym, realność krzepnie utraciwszy kolory i dynamizm. Z tego wszystkiego zaś wyrasta niepewność pewności – poczucie bezsensu przyozdobione tragicznym wahaniem, irracjonalnym wahaniem o przyszłość. To zupełnie niedorzeczne uczucie – nie do uargumentowania, bez znanego podłoża i bezpośredniej przyczyny.
Egzystencjalny niepokój jest najbardziej nieprzewidywalnym odchyleniem we fluktuacji nastroju. Czymś co wydaje się nadrealne i pochodzące z niepoznawalnego. To oczywiście ułuda, bo w gruncie rzeczy wszystko jest uzasadnialne, także to. Ów niepokój zdaje się być przejawem zrozumienia albo chociaż przyjęcia do wiadomości złożoności świata. To także symptom uchwycenia własnej małości i nieistotności. W obliczu ogromnej przestrzeni wszechświata drobniutka molekuła jaką jest człowiek ma prawo czuć się niezauważalna i samotna. Niepokój jawi się zatem jako naturalna reakcja jednostek sięgających wzrokiem dużo dalej, jednostek będących świadomymi nieskończoności.
Czy to nie przypadkiem moja doskonała umiejętność przekształcania wrażeń, myśli i czynów, które są moim udziałem w coś co w jakiś sposób mogłoby mnie podbudowywać? A może to rzeczywista konkluzja – tenże stan psychiczny jest prawdziwym przejawem wrażliwości – bez wpływu na nią przekonania (z pewnością zawyżonego) o własnej wartości? Te pytania pozostają bez odpowiedzi z oczywistych względów. Oby niepokój siał spustoszenie w Waszych umysłach – to znak, że coś w nich macie.