Mekka starań cz. 3
Mekki starań ciąg dalszy. Wypadałoby jednak wreszcie zastanowić się nad tym, gdzie jest ów cel mojej refleksyjnej peregrynacji (ach, jak to dobrze dać w słowie pisanym upust swojej żądzy wypowiadania trudnych słów). No właśnie, jak to jest z tą celowością? Czy to właśnie ona determinuje formę wędrówki czy też na odwrót – wędrówka jest wyrazem celowości? Wędrówka, a zatem wnikliwa refleksja, podróż przez chaotyczne odmęty umysłu jest immanentna naturze ludzkiej i jest gniazdem, w którym wykluwają się wszelkie akty woli, zatem wędrówka to środek i jednocześnie cel sam w sobie. Jako środek i czynnik sprawczy jest procesem podejmowania decyzji, w których zasadniczym kryterium jest jakość efektów, tedy wydaje się oczywistym, że im głębsza analiza/refleksja/namysł tym bardziej zadowalający skutek. Co prawda w teorii wygląda to nazbyt prosto i łatwo – bo po prostu nie rozpatrujemy istotnych (czasami wręcz niezbędnych do podjęcia decyzji) przymiotów podmiotu z racji zupełnego braku związku z tematem. Najważniejszy wniosek: podejmowanie refleksji jest głównym narzędziem rozstrzygania, a co za tym idzie: jest nieodzownym środkiem do celu (jakim niewątpliwie jest „przynosząca zamierzone efekty decyzja”). Czy jednak w tym wypadku można mówić o zadumie jako dążeniu do konkretnego celu? Czy raczej nie jest to coś na kształt myślenia dla samego myślenia? Gdyby ktokolwiek spytał mnie czy lubię myśleć niewątpliwie otrzymałby odpowiedź twierdzącą, choć zdaje się, że i ja posiadam naturalną zdolność unikania pewnych kwestii (czy nie powinienem się właśnie uczyć?) – to bardzo pospolite, że w odpowiedzi na bardzo ogólnikowe pytanie nie potrafimy wyzwolić się z okowów konkretów i na odwrót – pytanie o konkrety zwykle owocuje ogólnikową odpowiedzią. Ja także mówiąc, że lubię się zastanawiać mam na myśli nie tyle to, że sam proces myślenia sprawia mi pewną przyjemność, ale to, że proces myślenia O PEWNYCH kwestiach rodzi niewątpliwą satysfakcje. Już samo to wystarczy żeby zajmować się tym jakże ambitnym i kreatywnym zajęciem. Wobec tego trzeba przyznać, że w moim przypadku owa refleksja jest celem samym w sobie, jest zjawiskiem niezależnym i niepodległym wobec oczekiwań – błąd, owa wędrówka sama jest oczekiwaniem, zamiarem i jednocześnie sposobem osiągnięcia tego zamierzenia. Przeto tytuł tych kilku wywodów wydaje się być już zupełnie klarowny. Wcześniej wyjaśniając znaczenie tych dwóch słów: „Mekka starań” powiedziałem, że ten tekst jest celem moich dążeń, co tylko pośrednio wydaje się prawdą. Ten tekst to tak naprawdę tylko dokumentacja kilku uchwyconych myśli, a zatem namacalnych efektów mojego celu. Warto byłoby zapytać, czy jednak właśnie te myśli, owoce starania nie są prawidłowym, przyświecającym mi celem. Odpowiedź brzmi: nie. Boć przecież powinnością każdej istoty ludzkiej nie jest gloryfikacja efektów, bo wydaje się to niesprawiedliwością, nie wspominając o powstającym pytaniu – czy stawianie efektu starań ponad trudem starań jest właściwie? – powinnością człowieka jest przede wszystkim swoista pochwała dążności, wobec tego: wartościowanie intencji, a nie skutków dążeń.
Z otchłani umysłu… wieczny zachwyt.
fkszczepanik powiedział
grudzień 5, 2008 @ 7:55 pm
Zaskakująco pocieszny wniosek z wywodu ‘Mekka starań”
w istocie, Mekka starań wcale nie musi być przecież Męką
“One must imagine Sisyphus happy.” Pozdrawiam:) bardzo ciekawie piszesz! bardzo!